Opublikowano Dodaj komentarz

Relacja z wyprawy duchowej do Egiptu

Nasza podróż rozpoczęła się 23 maja przed południem z Lotniska Modlin a chwilę po 16 byliśmy już w Egipcie. Po wylądowaniu poczuliśmy gorący żar Egiptu oraz wyjątkową energię miejsca. Na parkingu lotniska czekał na nasz przewodnik z autokarem. Udaliśmy się do hotelu w Hurghadzie, który był oddalony o ok. 10 min od lotniska. Hotel o standardzie 4****  położony na najbardziej popularnej oraz ruchliwej ulicy w mieście. Tutaj od razu można było zauważyć sporą różnicę tego co jest za drzwiami hotelu a co dzieje się poza nim.

Po zameldowaniu ruszyliśmy do swoich pokoi by rozpakować się oraz chwilę odpocząć przed kolacją. Po otwarciu balkonu po chwili do naszych uszu dotarł rozlegający się po całym mieście śpiew, to był moment gdzie muzułmanie modlili się w świątyniach śpiewając religijne pieśni. W jednej chwili zeszło z nas zmęczenie i poczuliśmy gdzie naprawdę jesteśmy. Tak zaczęła się nasza podróż Śladami Misterium.

Jeśli chcesz usłyszeć medytację z Egiptu z oryginalnym podkładem muzycznym prosto z Egiptu posłuchaj tutaj, możesz ją również zakupić w cenie 45, 00 zł

Po wyjściu z hotelu na ulicy można było spotkać wielu lokalnych mieszkańców sprzedających dosłownie wszystko oraz turystów z różnych zakątków świata. Tu warto wspomnieć, że trafiliśmy na okres Ramadanu, który w kalendarzu muzułmańskim trwa od 6 do 30 maja. Podczas Ramadanu obowiązuje post, nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów od wschodu do zachodu słońca. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie postu, kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza nawet 40 stopni! Posiłki można spożywa się w nocy. Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący. Dlatego w ciągu dnia w mieście mniej się działo, również ze względu na temperaturę większość pozostawała w swoich domach a dopiero wieczorem miasto zaczynało żyć!

Dalszy plan naszej wyprawy wyglądał następująco:

24 maja około 2.00 w nocy wyjechaliśmy do Kairu, podróż trwała około 7 godzin, zaraz po wyjeździe z Hurghady aż do samego Kairu nasza droga ciągnęła się przez pasy pustyni, gdzie co jakiś czas było widać niebieskie pasy morza. Po pierwszym przystanku i wypiciu kawy dalsza droga przebiegała na wspólnych rozmowach i poznaniu się wśród uczestników wyprawy.

Przed południem dojechaliśmy do Gizy oraz Kairu. Udaliśmy się od razu w kierunku piramid. Po zetknięciu się z piramidą, każdy z nas miał inne odczucia. Ich monumentalny wygląd, wielkość oraz krajobraz dookoła robi ogromne wrażenie…a co dopiero wejście do środka! W piramidzie Cheopsa zwanej również Wielka Piramida oraz piramida Chufu mieliśmy możliwość zrobienia krótkiej medytacji w grobowcu na szczycie piramidy. Wrażenia są nie do opisania. Później udaliśmy się oglądać pozostałe piramidy w niedalekim obszarze a były to piramida Mykerinosa, Chefrena oraz później Piramida Chefrena, która położna jest obok Wielkiego Sfinksa.

Po zwiedzaniu piramid udaliśmy się na obiad a później na lokalny rynek w Kairze, gdzie zakupiliśmy pierwsze pamiątki a wszystko to przy dźwiękach modlitwy z niedalekiej kaplicy muzułmańskiej.

25 maja to kolejny dzień podróży busem i wczesnej pobudki. Tym razem wyruszyliśmy do Luksoru, gdzie czekał na nas statek, na którym spędziliśmy kolejne 3 dni pływając po Nilu.

Zbliżając się do Luksoru można było zaobserwować zmianę krajobrazu z pustynnego na bardziej zielony. Mijaliśmy wioski z uprawami owoców i warzyw. Naszą uwagę przykuły również mieszkania, które różniły się od tych z miasta. Budynki były niskie i przypominały a właściwie w wielu przypadkach były lepiankami.

Zwiedzanie Luksoru rozpoczęliśmy od Karnaku. To duży teren, na którym znajduje się zespół świątyń wzniesionych w różnym czasie, poświęconych bogom tebańskim. Centralne miejsce zajmuje największa na świecie świątynia z salą kolumnową, tzw. „Wielki Hypostyl” – świątynia Amona-Re. Do świątyni Amona od strony Nilu do pierwszego pylonu prowadziła Aleja Sfinksów, czyli aleja procesyjna z 40 sfinksami o głowach barana. Przed każdym sfinksem, między jego łapami, znajduje się posąg faraona. Można tu spotkać sporo posągów oraz zakamarków, które dawniej jak i teraz pełnią intymne miejsce modlitwy.

Wieczór spędziliśmy na tarasie statku rozmawiając na tematy wszechświata a także medytując. Wszystko w dźwiękach muzułmańskich modlitw. Kolejny dzień powitaliśmy już w Edfu zwiedzając świątynię Horusa, później Sobka w Kom Ombo.

Zwiedzanie oraz podróż statkiem pozwalała nam odpoczywać i zwiedzać w jednym czasie. Mieliśmy tutaj swoje bagaże, nocleg a także posiłki.

28 maja rozpoczęliśmy od zwiedzania świątyni Isis, która znajduje się na wyspie File, dostaliśmy się tam małą łódką.
Na zwiedzaniu świątyni spędziliśmy około 2 godziny zwiedzając oraz medytując wspólnie. Kolejny dzień to nowy środek transportu a mianowicie pociąg! Udaliśmy się nim do Luksoru a później przesiadka do busa i powrót do Hurghady, gdzie spędziliśmy 1,5 dnia, mając już czas wolny, który spędziliśmy na zwiedzaniu okolicy. 30 maja odbyliśmy dodatkową wycieczkę do wioski Beduinów, która zakończyła naszą Wyprawę Duchową Śladami Misterium.

Dziękujemy za wspólną podróż. W przyszłości planujemy kolejne wyprawy. Śledź aby dowiedzieć się więcej.

Jeśli chcesz usłyszeć medytację z Egiptu z oryginalnym podkładem muzycznym prosto z Egiptu posłuchaj tutaj, możesz ją również zakupić w cenie 45, 00 zł

Opublikowano Dodaj komentarz

JADWIGA NAIRA: MOJE MEDYTACJE TO PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE

JADWIGA NAIRA: MOJE MEDYTACJE TO PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE

Wywiad Gabrieli Kurcz z Jadwigą Naira.

 

Po 17 latach wróciła do Polski. By odnaleźć siebie wyruszyła w długą podróż wiodącą przez Syberię, Mongolię, Peru i Hawaje, gdzie pobierała nauki u największych szamanów. Wróciła z nowym planem na życie, który konsekwentnie realizuje. Szamanka Jadwiga Naira dziś wie, że aby móc pomagać innym, trzeba najpierw odnaleźć siebie.

Gabriela Kurcz: W którym momencie życia poczułaś, jak ważną rolę odgrywa intuicja i świadomość ?

JADWIGA NAIRA: Tym przełomem był mój pobyt w szpitalu. Trafiłam tam z bardzo silnymi bólami brzucha, z którymi lekarze nie mogli sobie poradzić. Wiedziałam, że te dolegliwości to efekt tego, że nie żyję tak, jak chcę. Nie spełniam swoich wizji i ciągle się ograniczam. Że dopasowuję się do tego, czego mnie wcześniej nauczono, a nie wyrażam w ogóle siebie. Oczywiście już wcześniej szkoliłam się, brałam udział w warsztatach, zwiedzałam świat, ale to był ten moment, w którym zadecydowałam, że zmienię wszystko w swoim życiu i zacznę dzielić się z innymi ludźmi wiedzą zdobytą podczas swoich podróży do różnych wysokoenergetycznych miejsc świata (m.in. Mongolia, Egipt, Peru, Hawaje). Oczywiście nie wiedziałam jeszcze jak to zrobić, ale moja dusza już wiedziała, że nie ma odwrotu.

Czyli wierzysz w to, że musimy słuchać komunikatów ciała, które mówią nam, w którym kierunku powinniśmy pójść?

Tak. Ciało zawsze daje nam takie komunikaty. Jeżeli przez dłuższy czas robisz coś wbrew sobie, wszystko jedno, co to jest, bo praca, bo związek małżeński, bo co powiedzą inni i starasz się dopasowywać do wyznaczonych przez kogoś dróg, które nie są twoje, to ciało w końcu się zbuntuje i zaczyna cierpieć. Jeśli pozostajesz w związku, w którym jesteś nieszczęśliwa, to prędzej niż później odczujesz to na swojej psychice, a następnie na swoim ciele. 

Wierzysz, że każdy człowiek umie czytać takie komunikaty?

Jeżeli ciało zaczyna już chorować, niezależnie od tego czy są to alergie, wysypki czy nawet nowotwór, to jest to naprawdę ostatni dzwonek, żeby znaleźć źródło tej choroby. Jak to zrobić? Zaufać intuicji, a tę ma każdy z nas. Ma ją już małe dziecko, które wie, czego potrzebuje: czy jest głodne, czy potrzebuje snu, przytulenia? Z wiekiem przestajemy słuchać intuicji, bo słyszymy wokół komunikaty: tego nie jedz, to ci nie posmakuje, to ci zaszkodzi, tego nie lubisz. To jest ten moment, w którym zabijamy intuicję, która przecież najlepiej wie, czego potrzebujemy.

Ale przecież muszą być jakieś ograniczenia. Dziecko np. intuicyjnie kocha słodycze i najchętniej jadłoby tylko czekoladę. Co wtedy?

To są już oczywiście skrajności. Większość rodziców wie i czuje, co jest dobre dla ich dziecka, a dziecko potrzebuje również granic. Z drugiej strony warto czasem pozwolić temu dziecku na zjedzenie nawet dużej ilości słodyczy. Zatruje się i to też będzie jego doświadczenie. Każde dziecko rodzi się z intuicją, ma ją również każda matka, a matka wie, co jest dobre dla jej dziecka. To są dwie różne intuicje, najważniejsze, by spotkać się w połowie drogi. I co ważne – wciąż nad tą intuicją pracować.

Właśnie tym zajmuje się współczesny szaman? Uczy jak prawidłowo czytać te komunikaty i pracować nad intuicją? I kim w ogóle jest dziś szaman?

Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi na myśl wielu osobom jest takie, że szaman to ktoś, kto tańczy przy ognisku, odprawia rytuały – Bóg wie, co jeszcze. Tego boją się ludzie i nazwa szaman rzadko kojarzy się im dobrze. Ale moim zdaniem jest to po prostu niezrozumienie istotny szamanizmu. Szamani mają własną kulturę, a każde państwo, region czy święta góra ma swojego szamana. Jakkolwiek byśmy tego nie nazwali: szaman, nauczyciel – tych ludzi wyróżnia tylko to, że mają większą intuicję. Nie jest to łatwe i niewielu to potrafi. Większość z nas dostosowuje się do przepisów, przestrzega ustalonych granic. Natomiast szamani słuchają głównie siebie.

Szaman nazywany jest również uzdrowicielem, ale nie lubię tego słowa. Ja przecież nie mogę nikogo uzdrowić, ja tylko mogę zadać pytania i pozwolić mu samemu znaleźć odpowiedzi. Nie ma więc dobrej definicji szamanizmu i nawet nie próbuję jej znaleźć.

Ale chyba uzdrowiłaś kiedyś kogoś?

Miałam kiedyś klientkę: z astmą, chorobami tarczycy, przeszła kilka poważnych operacji. Prosiła mnie o pomoc, by porozmawiać i uwolnić swoje emocje. Okazało się, że jest w związku z mężczyzną, który ją notorycznie zdradzał. W tym miejscu warto wspomnieć, że oskrzela, płuca i tarczyca to narządy, w których zbiera się cały smutek, a ona wręcz dusiła się z tej choroby. Nie umiała wykrzyczeć żalu i wciąż trzymała go w sobie. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam tak: Jeżeli w tym momencie nie zadzwonisz do niego i nie powiesz mu, że go zostawiasz, choćby tylko na pięć minut, to nigdy nie osiągniemy efektu wyzdrowienia. Zadzwoniła i powiedziała mu pod moją presją, że go zostawia i po tej rozmowie naprawdę wszystko puściło. Choroba nigdy nie wróciła, a ona do dziś nazywa mnie swoją uzdrowicielką, ale przecież to nie ja. Zrobiła to sama, sama się uleczyła. Mam z nią kontakt po dzień dzisiejszy. Prawdopodobnie tak samo uzdrawiał ludzi Jezus, dawał im po prostu bodziec do tego, by potrafili uzdrowić się sami.

Kto pojawia się na twoich spotkaniach, warsztatach czy medytacjach?

Może przyjść każdy, naprawdę każdy, kto chce zrozumieć siebie, swój świat, kto się zagubił. Kto czuje, że jest coś więcej, ale nie wie, jak do tego dotrzeć. Zapraszam tych, którzy szukają sukcesów w pracy, w swoich związkach. Szukają własnego spełnienia. Chcą zdobyć szczyt, na którym jeszcze nikt wcześniej nie był. Na moje spotkania przychodzą lekarze, biznesmeni, nauczyciele. Przychodzą, by nauczyć się prawidłowo oddychać, znaleźć blokady w swoim ciele, zamknąć oczy i zobaczyć więcej, w efekcie lepiej się poczuć i zacząć pracować sercem, bo współczesny człowiek wciąż pracuje na poziomie głowy. Moje autorskie medytacje i warsztaty to taka podróż w głąb siebie.

Czy patrząc na człowieka wiesz intuicyjnie, gdzie jest jego problem i co w nim siedzi?

Tak, ale nie przekraczam tych granic, aby mówić o tym osobom, które na to nie zezwalają. Swoją wiedzę oraz intuicję wykorzystuję tylko w pracy z klientem. Praca szamana też ma swoją etykę. Wygląda to na ogół tak, że pozwalam się mu wypowiedzieć, a potem zadaję pytania; pytam też, czy mogę wejść w jego pole energii. W chwili, w której poznaję nowych ludzi na warsztatach, od razu wiem jaka jest energia tych ludzi, widzę ją, ale ograniczam się tylko do obserwacji. Osoby, które przychodzą na spotkania pierwszy raz są zdystansowane, chowają się w sobie. Mówię im wtedy, że sama na tym boisku meczu nie wygram, jeśli chcą coś poczuć, muszą na to boisko wejść i zagrać razem ze mną i wtedy to poczują. Zbyt często tak samo jest w życiu – siedzimy na trybunach i biernie obserwujemy swoje życie, a nie bierzemy w nim czynnego udziału. Każda grupa jest inna, nieufność ludzi jest jednak prawie zawsze ogromna. Na szczęście szybko mija i moje spotkania zawsze kończą się w euforii i radości.

Czy tym polem energii jest aura? Widzisz aury? I czy wszyscy ludzie je mają?

Tak, to jest właśnie nasza aura i wszyscy ją mamy, nawet zwierzęta. Wraz ze śmiercią człowieka, najbliższa aura odchodzi razem z nim; zostają pola energetyczne oraz zawarte w nich informacje, które przechodzą dalej, do kolejnego wcielenia. Zresztą przychodzisz już na świat z informacjami z przeszłych żyć.

Mogę więc nosić w sobie coś negatywnego od początku swojego życia?

My – szamani, wierzymy, że rodzisz się z karmą, która jest sumą doświadczeń z przeszłości. Rodzisz się z mnóstwem informacji zakodowanych w twoim DNA, które jest nieśmiertelne. W ten sposób możesz spojrzeć na siebie jako na nieograniczoną wiedzę – jako na Mistrza, który już wiele przeżył i wiele wie, tyle że nie jest to do końca świadome. Stąd rozwojem duchowym można nazwać właśnie te praktyki, które przybliżą nas do tej świadomości kim jesteśmy i obudzą nieograniczone pokłady wiedzy. Wszystkie osoby pracujące z energią cały czas szkolą się po to, by wiedzieć i umieć coraz więcej. Stąd też nasze wyjazdy do miejsc, w których ta energia jest mocno wyczuwalna.

Jakie to miejsca?

Są to wysokoenergetyczne miejsca – tzw. meridiany Ziemi, które ulokowane są również w znanych i popularnych miejscach turystycznych, takich jak: Malta, Stonehenge w Anglii, Machu Picchu w Peru czy piramidy W Egipcie. Tych miejsc jest wiele więcej,  ale ja chciałabym wspomnieć o moim doświadczeniu podróży do Stonehenge. W chwili, w której podeszłam pod te kamienne posągi, już czułam wibracje tego miejsca w całym ciele – wiedząc, że wracam do domu, do miejsca, w którym kiedyś byłam! Nagle zobaczyłam wszystko to, co kiedyś już tu robiłam, z kim tu byłam. Nagle z pozycji obserwatora stajesz się głównym bohaterem, czujesz jakbyś grała w filmie, jesteś w nim. To miejsca, w których naukowcy odkryli pole energetyczne łączące niebo z ziemią, a tym łącznikiem jesteś właśnie Ty. Piramidy w Egipcie, Machu Picchu w Peru czy Wyspa Wielkanocna to miejsca emanujące niesamowitą energią, nie bez powodu przyciągającą miliony ludzi z całego świata. 

Podczas naszych podróży medytujemy i łączymy się z Ziemią, Ziemią niszczoną przez człowieka, która nie ma już sił, by walczyć, a mimo to wciąż się broni. Człowiek spycha odpowiedzialność na Boga, na Wszechświat, a to on sam jest winien tej zagłady. Świadomość tego, kim jesteśmy, współodczuwanie Ziemi i słowa Dalajlamy, który powiedział, że zbudowaliśmy drogi z Ziemi w kosmos, a wciąż nie znamy drogi do sąsiada, to takie nasze drogowskazy. W miejscach takich jak Machu Picchu tę relację z Ziemią odczuwa się bardzo mocno, ale podobną energię można znaleźć również w Polsce, myślę tu np. o czakramie wawelskim.

Czy świadomość tego wszystkiego, cała wiedza, którą zdobywałaś przez lata, napawa cię dziś spokojem?

Tak. Widzę, obserwuję, ale nie odwracam się od tego. Właśnie po ten spokój przychodzą do mnie ludzie.  

Serdecznie zapraszam na warsztaty i medytacje prowadzone przez Jadwigę Naira.

Więcej o projekcie Centrum Ty i Wszechświat, szamance Jadwidze Naira oraz innych projektach duchowych dowiesz się na: https://web.facebook.com/tyiwszechswiat/, oraz https://www.youtube.com/channel/UCE2Gc9kB_h4NaVwJ4kG45KA